31 sierpnia 2020

L'Orchestre Parfum Thé Darbouka


L'Orchestre Parfum Thé Darbouka - zanim przejdę do konkretów, zacznijmy może od wytłumaczenia nazwy tych perfum, to da nam obraz "zapachowej sytuacji". Thé Darbouka znaczy mniej więcej tyle, co "herbata darbuka". A sama darbuka to po prostu bęben kielichowy, używany głównie w muzyce Bliskiego Wschodu - możecie skojarzyć jego brzmienie z muzyką, do której wykonuje się taniec brzucha. Perfumy Thé Darbouka powstały z inspiracji Saharą - pustynią, a uściślając: są "zapisem" świtu na pustyni - opisują moment wzejścia słońca "zabarwiony" nomadyjskimi rytmami darbuki. 

 

L'Orchestre Parfum Thé Darkouka to perfumy, które są interpretacją świtu na pustyni. Są też "zapachowym dźwiękiem" nomadyjskich rytmów darbuki. Przede wszystkim są to perfumy herbaciane, ziołowe, ze słodkawo - korzennym podbiciem.

Instrument darbuki ma symbolizować w tym zapachu... herbata (której w składzie tak naprawdę nie ma - to herbata "wyimaginowana"). I rzeczywiście Thé Darbouka to perfumy zmieszane tak, by przypominać herbaciany (wy)dźwięk. Herbata jest tu z pewnością zielona i podbita ziołami, ale i aromatyzowana, podana z plastrem cytryny (a dokładniej: to bergamotka dodaje tu tych kwaskowych niuansów) - to wszystko w otwarciu. W okolicach serca wkraczamy w rejony przyprawowe, lekko korzenne, wyrażone w słodki sposób - to kocanka, w połączeniu ze styraksem dała taki efekt ciepłej (ciut orientalnej) waniliowości. Tę herbatę przyrządzono z dbałością o każdy szczegół waloru smaku... Thé Darbouka to perfumy raczej cichej, niedynamiczne - z początku silnie zarysowują swój kształt, a później - po wycofaniu się bergamotki, napięcie wstępu opada. Tu kompozycja przykleja się do ciała - czasem odnoszę wrażenie, że trochę brak jej życia - sami oceńcie, czy zapachowa powolność to wada, czy raczej zaleta. Choć ja staram się nie wychodzić z pustynnych porównań i roboczo nazywam ten fragment zapachu "oazą" (spokoju). Na tym jednak nie kończy się moje podsumowanie... I dobrze, bo baza "gra" kakaową melodię (choć nadal z odrobiną herbaty). Finisz jest słodziutki, nawet ciasteczkowy (do herbaty marka L'Orchestre Parfum serwuje nam... herbatniki), i powiedziałabym też, że intymny, bo zapach staje się smugą i jest wyczuwalny tylko przy bardzo bliskim kontakcie. Przyznaję, że lubię ten ostatni podryg Thé Darbouki - choć całościowo te perfumy ułożone są tak, by być wonią uniseksową, to jednak mam wrażenie, że im głębiej w kompozycji jesteśmy, tym więcej kobiecych kształtów "wychodzi na jaw". Najciekawsze natomiast jest to, że zapach Thé Darbouka jest tak zaciszny i niespieszny, że nawet nie dąży do bycia dookreślonym przez pryzmat płci...

Znacie jakieś ciekawe perfumy z nutą herbaty, lub po prostu zapachy o herbacianym wydźwięku? Jak myślicie - spodobałaby się Wam Thé Darbouka?

 

Skład perfum: 

bergamotka, kocanka, nuty przyprawowe, styraks, kakao

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP