21 stycznia 2017

LANCOME - LA VIE EST BELLE - PRALINKA Z OWOCOWYM NADZIENIEM


Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to się stało, że te perfumy rozkochały w sobie miliony kobiet na całym świecie? Czy to ta upajająca, cukrowa słodycz tak wszystkich odurzyła? "Życie jest piękne" - co to właściwie znaczy? Czy te słowa definiuje stan zakochania się? A może chodzi tutaj o to, by celebrować małe radości dnia codziennego?

Te perfumy umieją się naprawdę pięknie rozwinąć, zdobić kobietę i dodawać jej elegancji, ale potrafią też, noszone w złych momentach, pachnieć po prostu nieciekawie i tandetnie. Ten dualizm La Vie Est Belle zauważam bardzo często, może dlatego musiałam posłać swój 50 ml flakonik w świat, bo w danym momencie ten zapach po prostu źle się na mnie układał?


Opowiem Wam moją historię o "pięknym życiu". Pierwszy raz dostałam próbkę tych perfum wiosną, dwa lata temu. Pierwszy psik i przepadłam. Zapach szedł za mną wszędzie - zaaplikowany niezbyt obficie na szaliku rozniósł się po całym moim ciele - został we włosach, na szyi, na ubraniach. Na dworze było bardzo słonecznie, a ja stałam uśmiechnięta, radosna, ładnie umalowana i przeżywałam naprawdę cudowny dzień. To był zatem idealny czas, by obdarować siebie buteleczką La Vie Est Belle. Tak też się stało. Pachniałam tymi perfumami często, to było nasze wspólne półrocze. Wtedy naprawdę miałam poczucie, że ten zapach zdobi mnie. Że do mnie pasuje. Potem nadeszła jesień... Długa, chłodna, mroczna. Choć może ona wcale taka nie była, ale ja ją tak przeżywałam. To był czas tęsknoty za rodziną, która jest 800 km ode mnie, czas, w którym musiałam zmienić pracę, byłam także bardzo przemęczona. La Vie Est Belle stało się kalibrem tak ciężkim, że praktycznie nie byłam w stanie go udźwignąć. Zamiast radować - jeszcze bardziej przytłaczało. Z sentymentu została ze mną tylko miniaturka, bo miałam wrażenie, że po tak długiej przerwie, którą sobie zrobiłam od La Vie Est Belle, już nic mnie z tym zapachem nie łączy. Ale to okazało się nieprawdą. Będę próbować od nowa, gdy znów za oknami pojawi się wiosna. Chcę tym samym powiedzieć, że La Vie Est Belle to perfumy bardzo specyficzne - one będą pachnieć na Tobie tak, jak Ty sama się ze sobą czujesz. Jeśli nosisz w sercu radość - nie musisz mieć obaw, że Cię zdominują i przygniotą.


Baśń o "pięknym życiu" zaczyna się... dokładnie tak: bajecznie. Mamy tutaj dużą ilość jadalnego cukru i gruszki w nim obtoczonej. Słodycz równoważy (choć, co dziwne, czasem mam wrażenie, że ją jednak podbija) - czarna porzeczka, która bywa lekko cierpka, kwaskowa, a chwilami wydaje mi się, że jednak pływa sobie ona cała zanurzona w czekoladowej polewie. Ten wstęp jest mocny, ostry, bardzo słodki, może odstraszyć, ale warto go przeczekać... Mija kilka chwil, wybuchowo-cukrowa mieszanka uspokaja się. Na scenę wstępuje irys. Charakterny, esencjonalny, bardzo hojny, lekko gryzący. Nie stoi on na tej scenie jednak sam - towarzyszy mu pyszny, waniliowy akompaniament. Baśń o "pięknym życiu" trwa w tej fazie w najlepsze. Później ten irys staje się bardziej ciepły, a tym samym mniej zdystansowany. To jest ten moment, kiedy jeszcze bardziej zbliża się on do wanilii. Razem stworzyli parę na tyle silną, że oboje przetrwają do końca wybrzmiewania zapachu na skórze. Trochę mniej mocy ma jaśmin i kwiat afrykańskiej pomarańczy - jaśmin od czasu do czasu dorzuca kilka słów od siebie do tej zapachowej układanki, jednakże kwiat pomarańczy jest praktycznie niezauważalny, wygaszony. Trwam sobie kilka chwil w tym kwiatowym obłoku, aż w końcu La Vie Est Belle pokazuje mi, że potrafi wrócić do słodyczy z początku zapachu, a nawet ją podwoić, co lekko mnie szokuje i na nowo odurza. Pralinowa słodycz, z owocowym nadzieniem; tak pachnie w ostatniej fazie La Vie Est Belle. Cała akcja rozgrywa się oczywiście w otoczeniu paczuli i fasoli tonki, dzięki którym słodycz La Vie Est Belle nie gaśnie, tylko nabiera delikatnie kadzidlanego, głębszego i jeszcze bardziej nasyconego wydźwięku.


Możesz powiedzieć o La Vie Est Belle, że jest ulepny do przesady, i to będzie prawda. Ale możesz też po prostu nosić go z uśmiechem i radością - a wtedy stanie się Twoim prawdziwym przyjacielem i wielką ozdobą. Od Ciebie zależy, co wybierzesz.

Czy wiedzieliście, że flakonik tych perfum ma symbolizować uśmiech? Nie dziwi mnie w takim razie to, dlaczego twarzą, a właściwie uśmiechem tego zapachu została Julia Roberts. Może to jest właśnie kluczem do rozwikłania zagadki o La Vie Est Belle? Może to radość jest kartą przetargową, i bez niej nie powinnaś podchodzić do testów tego zapachu? W takim razie warto się uśmiechnąć i dać La Vie Est Belle szansę, choćby z tego względu, że ma rewelacyjną trwałość - właściwie niekończącą się. Na ciele wytrzymuje tylko troszkę krócej... :) 

Dziś zapytam w takim razie przewrotnie:
Czy jest tu ktoś, kto nie zna La Vie Est Belle? :)


Skład perfum:
czarna porzeczka, gruszka, irys, jaśmin, kwiat afrykańskiej pomarańczy, paczula, fasola tonka, wanilia, pralina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP