26 października 2017

TOM FORD - BLACK (AND DARK, AND DEEP) ORCHID


Black Orchid Toma Forda to perfumy skończone; złożone, niesztampowe, nieproste, bogate, bezsprzecznie niesamowite, poruszające w mojej duszy jakiś obszar pierwotny... One są nie tylko black, ale też dark i deep. Czarna orchidea to skarb, to sekret, to bluźnierstwo. A czasami i pieszczota... By to wszystko unieść, trzeba się na to najpierw odważyć. Gdy postawisz pierwsze kroki w przepaść, dosięgnie Cię mrok - a tam nie ma miejsca na kompromisy. Bądź gotowy. Orchidea zaaplikowana nawet w niewielkiej ilości absorbuje nos i umysł tak bardzo, że nie da się tego pochłonięcia zatrzymać. Rażenie i intensywność kompozycji jest na najwyższym poziomie - nawet po wielu godzinach. Czarna orchidea nie odpuszcza łatwo. Kusi czułymi słowami, potem osacza, poddusza. Gdy już znajdziesz się w jej sidłach - trudno będzie się z nich wyplątać.


Black Orchid to wojowniczka, która aby przetrwać musiała nauczyć się siły i uporu - cech przywódczych, jakby męskich. Gdy myślę o tej walecznej postaci, zazwyczaj umiejscawiam ją pośrodku lasu - w otoczeniu dzikiej, lecz uśpionej przyrody. Jest noc, nastała ciemność i właściwie trudno mi odnaleźć w niej jakieś cechy zewnętrzne. Moją uwagę zwracają tylko jej oczy - one nie patrzą, a wręcz łypią na mnie. Jest w nich błysk i dominacja. Black Orchid podnosi rękę - sama już nie wiem, czy chce mi wymierzyć policzek, czy po prostu mocno przytulić... Wojowniczka roztacza aurę tajemniczości, nigdy nie wiesz, jakie ma zamiary, przed nami odkrywa tylko swoje najsilniejsze karty. Gorszą prawdę o sobie zataja...

Black Orchid otwiera się wonią soczystych cytrusów, jednak już od samego początku czuć, że to są cytrusy "doprawione" ciężarem paczuli. Właściwie można powiedzieć, że wkraczamy od razu w poplątany, zamglony klimat. Paczula ma w Black Orchid miejsce szczególne - to wokół niej i niejako też na niej układać się będą pozostałe nuty. Przyglądam jej się zatem bliżej - uderza mnie woń czarnej, nasiąkniętej wodą ziemi. Jest trochę podmokła, jakby zatęchła, samcza. Ten obraz nigdy nie znika z moich myśli - paczula trwa na skórze do samego końca. Co jakiś czas dosiadają się do niej inne nuty, które co rusz - to z prawa, to z lewa - zmieniają rozstaw zapachowej konfiguracji. Z mroku przebija aromat czekolady - gorzkiej, wytrawnej, niesłodkiej. Na języku czuję smak trufli, odpowiedzialnej za spotęgowanie wrażenia mętności, duszności.


Po tym intensywnym wejściu przychodzi czas na występ królowej. Docieramy do niedookreślonego punktu. Orchidea sprawia, że kompozycja ulega zawieszeniu pomiędzy tym co męskie, a tym co żeńskie. Jej wysokość jest w tej fazie bardzo władcza, esencjonalna, nektarowa, upojna, o ostrych rysach. Niczym nieznosząca sprzeciwu femme fatale, ubrana w wabiący, podkreślający kształty ciała... garnitur.

Serce kompozycji jest z kolei bardzo ciepłe i kobiece. Na ciele osiadają białe kwiaty - dosmaczone przyprawami, osłodzone wanilią i osmolone smużką kadzidła. Ten orientalny ton trwa chyba najdłużej. Baza mówi już natomiast przytłumionym głosem. Jest mocno wyciszona, bardziej balsamiczna, odrobinę drzewno - piżmowa. Jednak pomimo tego lekkiego wygaszenia, nadal trwa i trwa...


Najbardziej ukryte i zagadkowe w Black Orchid zdają się być owoce. Czasami zauważam tylko cierpki zarys czarnej porzeczki. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że obcując z tak wieloskładnikowym pachnidłem trudno wyłuskać każdą nutę z osobna. Gdy już wydaje Ci się, że wiesz co sądzisz na temat danego akordu - Black Orchid podsuwa Ci pod nos zupełnie inny zestaw nut... Doświadczasz pobudzenia na każdym kroku, wszystko po to, byś się szybko nie znudził.

I to jest najpiękniejsze w tym pachnidle - że potrafi mieć wiele twarzy - być jak kameleon, zrzucać i zmieniać swoje barwy, w zależności od potrzeb... Czasem perfumowe zwierze przybiera postać silnej wojowniczki (najczęściej w nutach głowy), by innym razem zaskoczyć twarzą wyrafinowanej elegantki (w nutach serca). Niezależnie od tego, czy obdarzysz Czarną Orchideę relacją hate, love (lub hate & love - to niewykluczone) - warto poznać te perfumy.

Skład perfum:
jaśmin, gardenia, ylang-ylang, bergamotka, cytryna amalfi, mandarynka, czarna porzeczka, trufla, przyprawy, nuty owocowe, lotos, orchidea, wetyweria, drzewo sandałowe, paczula, bursztyn, kadzidło, wanilia, meksykańska czekolada, białe piżmo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP