24 września 2017

MOJE ZAPACHY NA JESIEŃ 2017


Za nami pełnoprawny, pierwszy dzień jesieni. (23 września - kalendarzowy początek jesieni). Muszę przyznać, że cieszę się z powrotu tej pory roku. Co więcej, czuję się nawet (perfumowo) przygotowana, by przyjąć jesień z całym jej ładunkiem. Nasycone kolory, wiatry i deszcze to moje klimaty. Uwielbiam grube szale, wełniane swetry i długie płaszcze, za którymi ciągnie się zapachowy ogon. Taki ślad ja chcę zostawić za sobą tej jesieni...

Obserwujemy zmieniające się za oknem krajobrazy. Zachwycamy się zmianami na zewnątrz. Ale jesień to także fantastyczny czas do tego, by na chwilę się zatrzymać. Poszukać zmian, które w nas zaszły. Dotrzeć do przeobrażeń - w sercu, - w głowie, które sprawiły, że dzisiejsza jesień różni się od tej wczorajszej. Do takich analiz warto wykorzystać zapachową "mapę". Jeśli czytaliście ten wpis, to zapewne wiecie już, że ja łączę aromaty z emocjami bardzo mocno. Moją "mapą" jest moja kolekcja perfum. Co się zmieniło od ostatniego roku - z jakimi zapachami nadal czuję więź, a z którymi przestało mnie łączyć "przyciąganie"? I co jest powodem "zerwanego połączenia"? - Zachęcam do spojrzenia na swoją kolekcję perfum właśnie z perspektywy emocjonalnych powiązań. Oddzielcie te najszczególniejsze, od tych mniej ważnych.

Dziś jednak nie chcę pisać o zapachowych rozstaniach. Wręcz przeciwnie, powiem Wam o pachnidłach, które wybrałam sobie, by celebrować ich piękno - właśnie teraz, w aurze spadających liści. Jesień to dla mnie powrót do perfum gęstych i mocnych, często też korzennych, ambrowych, orientalnych. Wyselekcjonowałam listę moich pięciu top zapachów na jesień, o których opowiem Wam poniżej.


Opium to nie tylko klasyk, to także część perfumowej historii. Pachnidło mroczne i tajemnicze. Słodkie, ale w bardzo drapieżny, upojny, podkręcony, przyprawowy sposób. Pięknie wyeksponowany jest tu goździk - idealnie przylegający do wanilii i dymnej mirry. Noszenie Opium, to dla mnie w pewien sposób... przeżycie wręcz mistyczne. Opium pasuje do nostalgii, do zadumy, do szarych dni. Do zimnych wieczorów i, w wersji oszczędnej, także do chłodnych poranków. Mój numer jeden...



Podobną historię opowiada Obsession For Men. Ja traktuję ten zapach, jako perfumy uniseksowe. Nutą przewodnią jest tu cynamon - bardzo obsesyjny. Całość jest orientalna, drzewna i... ciepła! Rozgrzewająca. Pasująca do gorących herbat i otulających materiałów. Te perfumy to siła. One nadają mi ostrości widzenia, pobudzają. W nutach głowy znajdziemy też nośną lawendę, która pięknie rozprzestrzenia się po całości kompozycji... Nie umiem przejść obojętnie obok tego pachnidła...


Jesienią często wpadam w stan "przeciążenia". Mniejsza aktywność sprawia, że łatwiej jest poczuć się "przebodźcowanym", lub po prostu zmęczonym. Reveal rezerwuję sobie właśnie na taki czas. Te perfumy są trochę jak druga skóra. Idealnie przylegają do mnie, do moich ubrań. Nie są nachalne, nie przeciążają. Po prostu... współgrają ze mną. Jesień to zdecydowanie czas tego zapachu. Akord soli, doprawiony solidnie pieprzem, początkowo brzmi wyraziście, ale po chwili... miękko się wycisza. Tak samo dzieje się ze mną w kontakcie z tymi perfumami - uspokajam się, odpoczywam. Drzewo sandałowe i drewno kaszmirowe równoważą wrażenie ostrości. W tle gra irys - delikatnie dosładzający kompozycję. Pozostaje mi tylko się zachwycać...


Love to perfumy z nutą retro. Są klasycznie piękne. Wytrawne. Dla smakoszy. A ja uwielbiam tak pachnieć! Nosząc te perfumy na sobie, czuję, że mogę wszystko. W oparach Love dopełnia się moja kobiecość. Różowy pieprz zaprasza nas do wejścia w tę magiczną historię. Później pojawia się irys - (jeden z najbardziej esencjonalnych, z jakim miałam kiedykolwiek do czynienia) i cała feeria innych, fioletowych kwiatów. Love tonie w pudrowym wydźwięku! Te perfumy zostają ze mną, już kolejny rok...


Na koniec zostawiłam sobie coś słodkiego. Classique Intense to wytrawny cukierek, owinięty w złoty papier. Zapachy z nutą wanilii zawsze poprawiają mi humor. A gdy do lepkich akcentów dodamy także migoczący kwiat pomarańczy i wibrującą gardenię - otrzymamy wręcz idealną (tj. jadalną) całość. Nie potrafię zdecydować, która wersja przekonuje mnie bardziej - pierwotna edt, czy właśnie Intense, ale uznałam, że odrobina cukru jesienią... okaże się dla mnie wręcz terapeutyczna...

Dajcie znać co sądzicie o moich zapachowych wyborach. Koniecznie napiszcie także, jakich perfum Wy będziecie używać jesienią!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP